Życie w czasie zarazy. Dzień 85…
Jakoś tak dziwnie, ale deszczówka znalazła sobie drogę poza rynną i nasączyła płytę gipsową, która naklejona jest na mur właściwy w Jadalni. Największą głupotą jest budować z płyty gipsowej, no ale tego się już nie zmieni. Ściana schła, aż wyschła i dzisiaj postanowiłam zacząć jej renowację. Wszak to, co zerwałam pięknie tworzyło jakby fresk antyczny i gdy zostało zagruntowane zaczęło działać na wyobraźnię. Zaciągnęłam to specjalną zaprawą, która nawet w przypadku wilgoci oddycha – stosuje się ją do renowacji np piwnic w pałacach czy dworach. Jutro przepoleruję, ponownie naciągnę i będzie gotowe do malowania.
Dawno temu w Sharm El Sheikh kolega instruktor nurkowy Villiam Lobb ugotował bryndzowe kluseczki. Oczywiście bryndza była przywieziona z Polski. Były pyszne. Mi zostało trochę bryndzy więc poszukałam przepisu w internecie i okazało się, że to narodowe danie Słowacji… Niby prosty przepis, ale pierwsze podejście było trochę glajchowate ponieważ nie było odpowiedniego sitka, przez które masę mączno-ziemniaczaną należało do gotującej wody przecisnąć. Przepis Cioci na tzw polskie „łopaciaki” okazał się trafiony i kluseczki wyszły całkiem smakowite. Może na talerzu nie wygląda to zbyt apetycznie, ale było dobre.
Na deser pierwsze truskawki przywiezione przez pana Bogusia. Były pyszne. Nie ma to jak owoce od sprawdzonego i bezpiecznego producenta z sąsiedztwa!…

Życie w czasie zarazy. Dzień 84…
Dzisiaj Dzień Dziecka… Ale ja jestem już sierotą…
Malujemy, żeby rdza nie przegryzła blachy.
Pierwsze grzybobranie – piękny kozak 🙂 Rysio to ma oko na grzyby…

Dzisiaj 11 lat temu odeszła od nas Babcia Leokadia. Dzisiaj miałaby 110 lat… Zapaliłyśmy światełko „ku pamięci”…

Życie w czasie zarazy. Dzień 83…
Dzisiaj Zielone Świątki więc postanowiłam, że co dzisiaj posadzone to będzie „zielone”. Ostatecznie zakończyłyśmy wysadzanie, sianie, sadzenie… Teraz czekamy co z tego będzie i czy pędraki nie wypowiedzą nam wojny i nie uznają zieleniny za pyszny catering

Życie w czasie zarazy. Dzień 82…
Rolnik odwiedza sąsiada rolnika i porównuje stan upraw 🙂
Było podziwianie warzywniaka i nowej szklarni, Był podziw pięknych łubinów i dużych truskawek… Była pyszna herbatka i sernik made by Kasia Gawart – pychotka! Ciocia Ela upomina się o przepis.
Była dyskusja z profesjonalistami Michałem i Piotr Gawart o gołebiach „lotnikach” i wyższości gołębiej paszy polskiej nad belgijską czy odwrotnie i co wpływa na cenę uffff. Gołębi sport to „zabawa” dla prawdziwych facetów…
No i były cudne kocurki: Księżniczka Jagienka i jej starszy synek i dwa młode futrzaczki…
I nie było deszczu, który miał być…

Życie w czasie zarazy. Dzień 81…
Lubię mój dziki ogródek…
Pola wygrzewa się na słońcu…
Ciocia Ela prezentuje pierwsze rzodkiewki…

Życie w czasie zarazy. Dzień 80…
Nasze wiewiórki są tak zwinne i aktywne jak lemury z Madagaskaru 🙂, ale nie reagują na „maki maki” 🙂

Życie w czasie zarazy. Dzień 79…
Lipy, które rosły na polu Rysia i Mirki były sukcesywnie koszone. Ale nadal chciały żyć i wypuszczały co roku nowe pędy. Trochę późno, ale może z dużą bryłą ziemi przeżyją na swoim nowym słonecznym miejscu…

Życie w czasie zarazy. Dzień 78…
Dzień Matki…
Niestety mojej Mamy nie ma już z nami, ale jest moja Matka Chrzestna – Ciocia Ela – więc świętujemy!…

Życie w czasie zarazy. Dzień 77…
Dzisiaj chłodny, deszczowy dzień, ale konwalie kwitną i pachną przepięknie. Ich zapach zamknięty jest w perfumach Diorissimo firmy Dior – polecam majowo…