Sianokosy czas zacząć.
Osobiście wolę kwitnącą łąkę, no ale cóż…

Wybory prezydenckie.
Ja już spełniłam mój obowiązek obywatelski. W tak krótkim czasie już dawno nie spotkałam tylu znajomych…

Jeszcze o kurkach…
Dzisiaj rano pan kogut stał w miednicy nad panią kurą. Prawie jak poród rodzinny. No i jest! Pierwsze jajko! Niebieskie! Jak silne są geny kurki araukany, że przekazała je tej kurce, choć ta z wyglądu do niej niepodobna…
Wczoraj – wraz z kogutem i kurką dostałam słoiczek przepysznego rosołu z… kurek, taki prawdziwy, z zacierkami. Dzięki Piotr Gawart za zebranie kurek. Dzięki Mircia za pyszną „tematyczną” zupę.
Dzisiaj odwiedziła mnie Zuzia z Sebastianem. Jako, że Zuzia robi kurs nurkowy – podarowałam jej moją pierwszą piankę. Cudna z niej będzie nurkini 🙂

Życie w czasie zarazy. Dzień 109 appendix… Wybory Wybory…Mam kolegę księdza. Franciszkanin. Znamy się już od około 10 lat. Wspólnie odwiedziliśmy kilka dalekich krajów – również nie chrześcijańskich. Dziwna to przyjaźń, bo on bardzo wierzący, ksiądz z zasadami, a dla mnie po prostu kumpel, towarzysz podróży. Mimo, że nie łączy nas „religia” przyjaźnimy się od wielu lat. Wczoraj rozmowa, zeszła na „tory polityczne”. On bardzo pro pis. Ale dla mnie to człowiek się liczy, nie przekonania. Więc się kolegujemy mimo różnic w postrzeganiu świata. Gdy wczoraj usłyszał, że będę głosowała na Rafała Trzaskowskiego – wielce się oburzył i stwierdził, że właściwie to możemy zakończyć naszą znajomość i nie chce mnie znać. OK powiedziałam, nic na siłę – no to zakończmy. Potem przeprosił i stwierdził, że mimo moich „dziwnych” przekonań polityczno-religijnych – bardzo lubi ze mną rozmawiać… Jak polityka potrafi dzielić ludzi…

Karma wraca…
Dawno, dawno temu, ponad 20 lat temu podarowałam Mirci i Ryśkowi moje całe stado ozdobnych kurek. Były między nimi unikatowe osobniki od Krzysia Pudyszaka z Katedry Drobiarstwa Akademii Rolniczej w Olsztynie. Jednego z naszych kogutów nawet namalowała Weronika Kobylińska i reprodukcja obrazu zamieszczona została na okładce „Nowej Wsi”. Niestety kurki wszędzie właziły i nie można im było wytłumaczyć, aby nie przefruwały ponad płotami i nie szkodziły w ogródku. Jakoś na budowę wybiegu wtedy nikt nie wpadł. Kurki w swoim nowym domu miały super, rodziły się nowe pokolenia… Od czasu do czasu dostawałam w prezencie ekologiczne jajka… Trzy dni temu okazało się, że około 4 letni kogut – potomek dawnego stada – jest bardzo „jurny” i nadmiernie męczy wiekowe już kury – również potomkinie dawnego stada. Jego los wisiał na włosku, więc powiedziałam: biorę. W ekspresowym tempie zostały zakupione elementy ogrodzeniowe, prawie cały dzień sprzątaliśmy dawny kurnik, który był składowiskiem nie wiadomo jakich rupieci.Z Rysiem wczoraj wybudowaliśmy wojlerę, nawet ogrodzoną od strony nieba, bo przecież w okolicy mieszkają kuny leśne i lisy. Pamiętam, jak dawno dawno temu kuna uśmierciła młodego pawia, który nocował wysoko na belce w stajni…
Z naszego śmietnika wyciągnęliśmy dawne żłoby, które przez wiele lat służyły koniom i stare miednice, które bardzo wysłużyły się ludziom. To będą miejsca do składania jajek. Rysio zbił nawet profesjonalną grzędę, a dzisiaj kurier przywiózł poidło i karmik dla kur. Znalazło się też bardzo stare koryto… Kolekcjonuję wszystko i jak widać nawet po ponad 20 latach coś może się przydać.
Na olx szukałam, kto w okolicy ma kury na sprzedaż, bo przecież kogutowi trzeba było zapewnić młode panny. Znalazłam „hodowcę kur ozdobnych”, który był niezbyt rozmowny przez telefon, ale powiedział, że młode kurki ma – rasa „rosa”. Bez wyboru, ale są zdrowe i 16 tygodniowe.
Dzisiaj Rysio pojechał z panem Geniem po te kurki i okazało się, że „hodowca kur ozdobnych” to najzwyklejszy handlarz. Jego kilkunastoletni syn przyniósł trzymając za nogi 5 kurek – w tym jedną „jarzębatą”. Na komentarz Rysia, że jedna kurka jest jakaś mała panowie usłyszeli, ze nieraz ludzie też są mali i żyją…
Kurki są ładne, oswojone, widać, że nie boją się ludzi. Zostały powitane truskawkami i makaronem, co bardzo im do gustu przypadło.
Teraz jest wieczór i krajobraz po burzy. Mirka z Ryśkem przyjechali traktorem. Mirka z kogutem, Rysiek z piękną kurką pod pachą. Próbowali go przewieźć w klatce na ptaki, ale tak wojował, że wyrwał sobie ostrogę. Przyjechał z zabandażowaną nogą, ale już nie krwawił, profilaktycznie jednak ranę zdezynfekowałam. Tym sposobem „już nasz” kogut ma jedną ostrogę i nowe stado: swoją dobrze znaną starszą kurkę – potomkinię naszego stada i pięć młodych kurek. Ciekawe jak się stadko zadomowi…

Dzisiaj takie zdarzenie: przyjeżdża kurier. Pan podając mi przesyłkę pyta: „kur.a, co pani tu ma”? – serki odpowiadam. Na to on: „Kur.a, tak śmierdziało, że sprawdzałem cały samochód, bo myślałem, że mi coś zdechło”…
A tu przyszły wytęsknione serki autorskie „Biżumi” z Bolesławca. Naturalne, z pieprzem i z chili. Wyroby Pana M. Po prostu bajka, która uzależnia. Chyba takie serki jadłam wiele lat temu w Paryżu 🙂 Z truskawkami z ogródka to niebo w gębie.
Bardzo dziękuję.
Vera Kobylinska Tobie dzięki za inspirację – z Twojego zdjęcia już było widać jak będą smakowały.
Już czekam na następne.

A gdy cały dzień pada deszcz, moje pieseczki zgodnie wypoczywają na werandzie…

Alejka winogronowa pięknie opielona. Winogrona kwitną – może uda się je zjeść zanim ptaki się o tym dowiedzą…
Pomidory kwitną, ogórki też – już są mini ogóreczki..
Agrokutura… (kultura agro)

Jest deszczowo, więc wszystko pięknie rośnie w warzywniaku. Niestety rosną też chwasty, które trzeba usuwać. Terapia zajęciowa. Dużo nie trzeba myśleć tylko należy uważać, aby „dobrego zioła” nie usunąć…
Po skończonej pracy bujamy się z Midusiem… Jest pięknie…

Cateringowo – wspomnienie wczorajszego dnia. Spokojna niedziela i pyszna rybka szefa Darka przygotowana na dzisiejszy obiad…