Dzisiaj 11 lat temu odeszła od nas Babcia Leokadia. Dzisiaj miałaby 110 lat… Zapaliłyśmy światełko „ku pamięci”…

Życie w czasie zarazy. Dzień 83…
Dzisiaj Zielone Świątki więc postanowiłam, że co dzisiaj posadzone to będzie „zielone”. Ostatecznie zakończyłyśmy wysadzanie, sianie, sadzenie… Teraz czekamy co z tego będzie i czy pędraki nie wypowiedzą nam wojny i nie uznają zieleniny za pyszny catering

Życie w czasie zarazy. Dzień 82…
Rolnik odwiedza sąsiada rolnika i porównuje stan upraw 🙂
Było podziwianie warzywniaka i nowej szklarni, Był podziw pięknych łubinów i dużych truskawek… Była pyszna herbatka i sernik made by Kasia Gawart – pychotka! Ciocia Ela upomina się o przepis.
Była dyskusja z profesjonalistami Michałem i Piotr Gawart o gołebiach „lotnikach” i wyższości gołębiej paszy polskiej nad belgijską czy odwrotnie i co wpływa na cenę uffff. Gołębi sport to „zabawa” dla prawdziwych facetów…
No i były cudne kocurki: Księżniczka Jagienka i jej starszy synek i dwa młode futrzaczki…
I nie było deszczu, który miał być…

Życie w czasie zarazy. Dzień 81…
Lubię mój dziki ogródek…
Pola wygrzewa się na słońcu…
Ciocia Ela prezentuje pierwsze rzodkiewki…

Życie w czasie zarazy. Dzień 80…
Nasze wiewiórki są tak zwinne i aktywne jak lemury z Madagaskaru 🙂, ale nie reagują na „maki maki” 🙂

Życie w czasie zarazy. Dzień 79…
Lipy, które rosły na polu Rysia i Mirki były sukcesywnie koszone. Ale nadal chciały żyć i wypuszczały co roku nowe pędy. Trochę późno, ale może z dużą bryłą ziemi przeżyją na swoim nowym słonecznym miejscu…

Życie w czasie zarazy. Dzień 78…
Dzień Matki…
Niestety mojej Mamy nie ma już z nami, ale jest moja Matka Chrzestna – Ciocia Ela – więc świętujemy!…

Życie w czasie zarazy. Dzień 77…
Dzisiaj chłodny, deszczowy dzień, ale konwalie kwitną i pachną przepięknie. Ich zapach zamknięty jest w perfumach Diorissimo firmy Dior – polecam majowo…

Życie w czasie zarazy. Dzień 76…
Lubię lila-róż 🙂

Życie w czasie zarazy. Dzień 75…
Social distanicing w Chacie Ludwika…
Dzisiaj odwiedziła nas Ela z Mamą. Miała być lampka wina, ale był szampan, kanapki z chleba własnego wypieku, a jako niespodzianka pavlova zamówiona przez internet z naszego sąsiedztwa, a dowieziona przez przystojnego młodzieńca. Smakowała wyśmienicie!
Oczywiście odległości były utrzymane no i spotkanie na zewnątrz naszego gospodarstwa…